Nowy minister zdrowia Bartosz Arłukowicz nie chce odpuścić w walce z pacjentami, lekarzami i aptekarzami. Projekt nowej ustawy refundacyjnej jest gotowy, ale pracownicy służby zdrowia domagają się zmiany tych przepisów. Ministerstwo twardo stawia sprawę i nie chce przesunąć terminu wejścia w życie ustawy, która ma wprowadzić istotne zmiany w funkcjonowaniu resortu zdrowia. Po pierwsze możemy mieć problem ze znalezieniem lekarza, który wypisze nam na receptę lek ze zniżką. Po drugie nie znajdziemy takiej apteki, która nam ten już wypisany lek sprzeda. Wreszcie po trzecie jest wielce prawdopodobne, że przewlekle chorzy będą zmuszeni z dnia na dzień przestawić się na nowe leki, chcąc korzystać z refundacji.
Lekarze mają protestować przeciwko przepisom nakazującym im zwrot kosztów refundacji oraz płacić karę NFZ w razie, gdyby okazało się, że pacjent nie miał prawa do zniżki na lek. Skutki dla pacjentów, czyli dla nas wszystkich ubezpieczonych mogą być takie, że mimo ważnego ubezpieczenia będziemy musieli słono płacić za lekarstwa.
Aptekarze też nas straszą - znikną promocje i karty rabatowe dla stałych klientów.
Czy te zmiany przyniosą pozytywne skutki, czy znów wywołają burzę? Czy doczekamy czasów, kiedy resort zdrowia będzie funkcjonował tak, że będziemy wreszcie zdrowieć, a nie chorować z powodu kilometrowych kolejek, drogich leków i ciągle nieuporządkowanych zasad?
Jedno jest pewne, jeśli lekarze i aptekarze nie ugrają nic protestami i nowa ustawa refundacyjna wejdzie w życie, musimy przygotować się na większe wydatki na swoje zdrowie. I znów podwyżki. A kiedy podniosą pensje?
Więcej o całej sprawie można przeczytać tutaj: koniec z tanimi lekami?