Chyba każdego, nawet największego stoika, doprowadziłoby do szewskiej pasji nieustające szczekanie psa sąsiada. To małe, śliczne, puchate zwierzątko mojej sąsiadki, zwierzątko o twarzy niewinnej jak aniołek, w nocy zamienia się w nielitościwie ujadającą bestię! Wszelkie próby uciszania go przez właścicielkę kończą się fiaskiem, bo zwierzak nie daje za wygraną i najwyraźniej za cel ustalił sobie conocne stawianie na nogi całej klatki. Pies pogrzebany, o ironio jest w właśnie w tym, że nie wiadomo co jest powodem tego szczekania. Czy może jakiś intruz grasujący po podwórku, pająk, duch, a może to zwykły nawyk. Jeszcze chwila, a zacznę nienawidzić yorki, które do tej pory były przeze mnie wręcz ubóstwiane... No bo przecież są takie śliczne i takie niewinne!
Widocznie wszystko to pozory, bo najwyraźniej głęboko skrywają swoją prawdziwą naturę i ujawniają ją dopiero wtedy, kiedy zamieszkają już z właścicielem i resztą bloku...
